Bloog Wirtualna Polska
Są 937 633 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Rozdział piąty

niedziela, 10 sierpnia 2008 11:14

- Chodź, oprowadzimy Cię po stajni, a później zapoznamy z naszą istruktorką- panią Ros.- Powiedziała nieśmiało Amelia do chłopaka.

- Z przyjemnością zobaczę, jak się tu urządziliście- odpowiedział Carl i obdarzył Amelię nonszalanckim uśmiechem.

Już po chwili podchodzili do każdego konia. Amelia i jej przyjaciółka Mary opowiadały Carlowi o charakterze i przeszłości koni. Chłopak wyglądał na bardzo zainteresowanego. Po pokazaniu ujeżdzalni, hali i padoków, udali się wreszcie do biura pani Ros.

- Proszę pani, przydszedł ten chłopak, który umówił się na dzisiejszą jazdę. Ma na imię Carl. Oprowadziłyśmy go po ośrodku.- opowiedziała w skrócie Amelia.

- Dzień dobry, miło mi.- odpowiedział grzecznie chłopak.

- Witaj. Jestem pani Ros. - powiedziała nauczycielka jazdy- Jesteś dosyć wysoki, więc na pierwszą jazdę przydzielimy ci spokojnego Indeksa- kontynuowała instruktorka, bacznie przyglądając się Carlowi. A było na co popatrzeć. Ubrany był w ładne, zielone bryczesy. Na nogach skórzane sztyblety. Elegancka, sportowa koszula w kratkę, jeszcze bardziej wyolbrzymiała jego tors. Patrzył na panią Ros czarnymi jak węgiel oczyma. W ręku trzymał nowiutki kask i palcat skokowy.

- Dobrze. To ten siwy holsztyn, prawda? Zaimponował mi. Amelia i Mary pokazały mi go. Duży i silny- zupełnie jak ja. - Po tych słowach roześmiał się beztrosko.

- Tak to właśnie ten. Dziewczyny pomogą ci go wyczyścić i osiodłać. Ja pójdę po lonżę i bat. Spotkamy się na maneżu za 20 minut.

***

- I co myślisz?- zapytała wsiąż jeszcze zdziwiona Amelia swojej przyjaciółki, kiedy Carl poszedł z Indeksem na jazdę.

- No nie wiem. Jest niezły... Szczerze powiedziawszy- pasujecie do siebie- Mary roześmiała się.

- A ty tylko o jednym!- Przyjaciółka przewróciła oczyma i rówież się roześmiała. - Chodź lepiej zobaczyć, jak sobie radzi!

- Ok, idziemy.

***

- Bardzo dobrze. A teraz spróbuj puścić się siodła. O tak. I anglezujemy dalej. Hop, hop, hop...- Pani Ros udzielała wskazówek swojemu uczniowi.Dziewczyny usiadły na ławce i przyglądały się bacznie staraniom nowego ucznia.

- No, no... całkiem nieźle...- odezwałą się wreszcie Mary.

- Faktycznie. Jak na pierwszy raz nie jest źle.

- Zobaczysz, jeszcze nas przeskoczy w jeździe!- dziewczyna roześmiałą się po raz kolejny.

- Taa... jasne!

-Dobrze Carl... na dzisiaj wystarczy. Bardzo dobrze Ci szło jak na pierwszy raz.- Pani Ros uśmiechnęła się do chłopaka.

- Ojj dziękuję. Mnie też się spodobało. Nawet bardzo! Na pewno przyjdę jeszcze pojeździć. Umówię  się w szkole z dziewczynami. Teraz niestety muszę już lecieć. Do widzenia i dziękuję- powiedział uprzejmie chłopak i zwrócił się w stronę dziewczyn- Dzięki wam. Jesteście wspaniałe. Muszę iśc. Papa- uśmiechną się jeszcze raz i nie czekając na odpowiedz, pospieszył w stronę swojego pojazdu.

-No, no, nooo- powiedziala tylko pani Ros wpatrując się w odjeżdżającego chłopaka.

***

Dziewczyny wskoczyły na rowery i popędziły w stronę domu Amelii. Dzisiaj obiecały sobie pójść na pizzę, więc musiały się gdzieś przyszykować i wziąć prysznic.

- No dobra- odezwała się Amelia- Ja pójdę wziąć pierwsza prysznic, a ty za ten czas przyszykujesz swoje ubrania. Później się zamienimy, ok?

-Jasne!

Po godzinie obie dziewczyny były umyte i ubrane. Wsiadły więc z powrotem na rowery i pomknęły w kierunku ulubionego lokalu, gdzie miały spotkać się z innymi koleżankami...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3614907,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

Rozdział czwarty

sobota, 21 czerwca 2008 12:49

  Głuchy i nieprzyjemny dźwięk budzika zabrzmiał w całym pokoju. Amelia przeciągnęła się i niechętnie usiadła na brzegu łóżka. Na myśl o szkole zmarszczyła nos. Wreszcie sięgnęła po ubranie i nałożyła je. Po chwili, ubrana i umyta, siadła przy stole i zrobiła sobie kanapkę. Wszędzie cisza. Najwidoczniej babcia jeszcze spała, a dziadek pojechał do pracy. Po 10 minutach dziewczyna wstała ze swojego miejsca, nałożyła kurtkę i wyszła z domu. Na zewnątrz czekała już na nią Mary.

- Gdzieś tak długo była śpiochu? - zapytała ze śmiechem

- A gdzie mogłam być? - odpowiedziała złośliwie Amelia

 - Ej! Co jest?

- A co ma być? Oczywiście ty zawsze cieszysz się na myśl o szkole.

 Mary nie odezwała się już ani słowem.

***

  W szkole jak zwykle było pełno wrzasku. Dziewczyny weszły do klasy. Nikt nie powiedział im "cześć". Każdy uważał je za dziwadła. No bo kto niby chce się zadawać z parą dziewczyn kochających konie nad życie. Zamiast przywitania, po klasie rozległy się przytłumione śmiechy. Wkrótce zabrzmiał dzwonek. Każy usiadł na swoich miejscach. Po kilku minutach do klasy wszedł nauczyciel matematyki, od razu zadając stertę zadań do zrobinia na lekcji. Amelia rzuciła niechętnie okiem na swój podręcznik do znianwidzonego przedmiotu i otworzyła go na stronie podanej przez profesora. Ktoś rzucił w nią papierową kulką. Potem kolejny raz, i drugi. Dziewczyna nie zwróciła na to uwagi. Przywykła już do tego.

- Hej! Amelia! - usłyszałą za sobą jakiś szept i odwróciła głowę.

- Czego chcesz? - zapytała chłodno, widząc szczerzącego się kolegę z klasy. W sumie nie był on wcale taki zły. Gęste, ciemne kędziory opadały mu na czoło, a szelmowski uśmich potrafił rozbawić do łez. On jako jeden z nielicznych nie dokuczał Amelii ani Mary z powodu ich pasji.

- Chciałem tylko zapytać... albo z resztą powiem ci na przerwie.

***

 - Słucham?!

- Chcę się zapisać na jazdę konną. Dlatego zaczepiłem cię na lekcji. Nie dokończyłem, o bałem się reakcji klasy.

No tak. Najprzystojniejszy chłopak w klasie umawia się na jazdę konną... Dziwnie to zabrzmiało. Amelia była wyraźnie zdziwiona:

- Czy robisz to, żeby mi zrobić na złość? Albo może to znowu jakiś głupi kawał, pomysł twoich kolegów?

- Nie, mówię całkiem serio... Chciałem spróbować czegoś nowego. Moja mama jeździła kiedyś konno i opowiadała mi, że to super sprawa.

Dziewczyna wpatrywała się w chłopaka. Dalej nie chciało jej się w to wierzyć, ale powiedziała:

- No niech będzie... Może dzisiaj o 17:00 ?

- Dlaczego nie? No to będę na pewno. - odpowiedział Carl  ( bo tak miał na imię ) i poszedł do innej sali. Ale zamim skręcił w drugi korytarz, odwrócił się i uśmiechną się do Amelii. Nie złośliwie, tylko serdecznie. "Dziwne..." - pomyślała.

- Hej! Czego on chciał?

Dziewczyna aż podskoczyła. Za nią stała Mary.

- No czego on chciał?! - powtórzyła swoje pytanie, bacznie wpatrując się w przyjaciółkę.

- Nie uwierzysz.... On zapisał się do nas na jazdę konną!

- Na jazdę konną?!- Mary byłą tak samo zdziwiona, co jej przyjaciółka.

- Uhm. Dzisiaj!

- Dzisiaj!!!

- No przestań! Chodź, idziemy do sali biologicznej. Zobaczymy, czy przyjdzie, czy tylko sobie żartował...- powiedziała Amelia, i razem z przyjaciółką poszły do sali.

***

- Pięta w dół! O właśnie! Popędź go troszkę! Tak! Bardzo dobrze!- pani Ros udzielała wskazówek swojemu podopiecznemu. Mary i Amelia pospieszyły do stajni, do swoich pupilków. Gdy weszły do budynku, rozbrzmiało się ciche rżenie. Była godzina 16:45. "Za 15 minut ma się pojawiś Carl... No właśnie. MA się pojawić..."- rozmyślała dziewczyna. Po chwili wzięła szczotkę i zaczęła czyścić Lidera. Zadowolony koń wygiął grzbiet i poddał się miłym masażom.

- Cześć dziewczyny! - do stajni raźnym krokiem wszedł Carl. Dziewczyny wymieniły zaskoczone spojrzenia. Chłopak wyszczerzył zęby i powiedział tylko:

- No co was tak dziwi? Przecież mówiłem, że przyjdę...

- Taak... Hej. - powiedziałą nieśmiało Amelia i wyszła z boksu Lidera.

CDN

P.S Wiem, że niewyraźne zakończenie, ale chce was jakoś zaciewawići nakłonić do przychodzenia tutaj i czytania :D PAPA! Nie zapomnijcie zostawić komenta ;)

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3464666,trackback

komentarze (8) | dodaj komentarz

Rozdział trzeci

wtorek, 20 maja 2008 20:44

Na początku chciałam przeprosić, że tak długo nie pisałam, ale niestety miałąm rękę w gipsie. Ale obiecuję że będę kontynuować to opowiadanie zaciekle ;)

 

- Mary?

Dziewczyna powoli otwierała oczy. Wszędzie biel..."Gdzie ja jestem?"- pomyślała

-Mary, słyszysz mnie?

-Mama? Amelia? Pani Ros?! Gdzie ja jestem? Co się dzieje?

- W szpitalu córciu. Zsunęłaś się z Katorgą do wody, później spadłaś z niej bo i ona się przewróciła. Uderzyłaś się w głowę. Dzięki Bogu miałaś kask.

- A co z Katorgą?!

- Nic poważnego- odezwała się z kolei pani Ros- ma kilka niegroźnych ran.

-To dobrze- pwiedziała Mary- a kiedy stąd wyjdę?

- Najprawdopodobniej pojutrze. Lekarze obserwują jeszcze, czy nie masz wstrząśnienia mózgu.

- Jakaż to ulga! Amelio, zajmniesz się Katorgą?

- Oczywiście- odpowiedziała radośnie dziewczyna.

***

Dziewczyny pędziły na rowerach do stajni. Aż trudno było uwierzyć, że tydzień temu zdarzył się ten wypadek. Mary czuła się wręcz wspaniale. Amelia cieszyła się niezmiernie, że jej przyjaciółka wyszła cało z tego incydentu. Po kilku minnutach obie zajechały przed stajnię, oparły rowery o ścianę budynku i poszły przywitać się z końmi.

- Liderku kochany!- Amelia jak zwykle cieszyła się ze spotkania. Spojarzała na Mary, którą właśnie z wzrokiem pełnym miłości, szturchała Katorga.

- Jejku, ale się cieszę, że ją widzę- zwróciła się do Amelii- Jest tak samo kochana jak zawsze.

- Taak... Katorga to świetny koń.

- Czołem dziewczyny!

Do stajni wszedł cłopak w wieku może 17 lat, z czarną, gęstą czupryną i figlarnymi oczami.

-Jestem Brett i pędę pomocnikiem stajennego- był tak bezpośredni, że dziewczyny niemal natychmiast złapały z nim kontakt.

- Ooo... widzę, że poznałyście już Bretta.

-Dzień dobry pani Ros- powiedziały dziewczyny.

- Dzień dobry, dzień dobry. Bret będzie również u nas jeździł. To będzie część jego wynagrodzenia. Ma już sporo doświadczenia. 3 lata startował w zawodach w skokach przez przeszkody.

- To świetnie!- zawołały entuzjastycznie.

Rzeczywiście, jeździł konno znakomicie. Dla tak przystojnego i utalentowanego chłopaka łatwo stracić głowę. Mary bardzo go polubiła.

- Jaki on jest przystojny!

-Tak, tak-potakiwałą Amelia.

-Ehh... może mam szansę... jak myślisz?

-Myślę, że masz, ale proszę... daj spokój choć na chwilę...

-Ok... wpadniesz dziś do mnie? A właśnie! Miałaś przyjść do mnie na noc! Może dziś?

-Dlaczego nie... zadzwonie do dziadka, to mi przyniesie piżamę i szczoteczkę do zębów.

-Dzwoń szybko! Za 15 minut zamykają wypożyczalnię filmów!

Amelia zadzwoniła i po 5 minutach pędziły już na rowerach do sklepu po przekąski, a następnie po film. Potem już tylko 10 minut prostej drogi, kilka zakrętów i nareszcie wyłonił się dom Mary. Amelia zawsze była tam mile widziana. Gdzieś w oddali trzasnął piorun i na skórach dziewczyn pojawiły się pierwsze krople deszczu. Schowały więc szybko rowery do garażu i pospieszyły do domu. Każda po kolei wzięła prysznic i rozsiadły się przed telewizorem w przytulnym pokoju Mary.

***

Amelia nie mogła spać. Po pierwsze naoglądała się horrorów, a po drugie deszcz bębniący o parapet na dworze nie dał zmrużyć oka. Dziewczyna przewracała się więc z boku na bok i próbowała zasnąć. Prawdopodobnie zdrzemnęła się na 3 godzinki, ale o 6:00 ostatecznie zrezygnowała z dalszej próby zaśnięcia i sięgnęłą po końskie czasopismo leżące na stole. Przeczytała kilka artykułów, wstała i nałożyła ubranie. Zza okna wyglądały już pierwsze promienie słońca. Amelia spojrzała przez okno. Liczne kałuże pozostały jeszcze po nocnej burzy. Mary spała jeszcze twardo, więc dziewczyna wyślizgnęła się cicho z pokoju i poszła się umyć. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze i zauważyla, że ma podkrążone oczy.

- A co ty tu robisz tak wcześnie?

Na progu stała Mary z potarganmi włosami i taką miną, jakby ją ktoś oblał kubłem zimnej wody.

-Wcale nie tak wcześnie... No dobra, nie umiałam spać- dodała na widok niewierzącej miny przyjaciółki.

- Nigdy więcej horrorów, co?

-Nigdy- odpowiedziała ze śmiechem Amelia.

CDN



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3360136,trackback

komentarze (7) | dodaj komentarz

Rozdział drugi

piątek, 25 kwietnia 2008 22:09

 Amelia ubrała czarną subienkę za kostki i czarny płaszczyk. Włosy spieła z tyłu spinką-klamrą. Rzuciła jeszcze szybko okiem na swoje odbicie w lustrze i poszła na dół. Dziadek z babcią już czekali. Na stole w salonie leżał bukiet kwiatów.

- Gotowa?- zapytała babcia

- Tak, możemy jechać- odparła dziewczyna

Cała trójka poszła do samochodu. Amelia zamyśliła się... Nie była całkiem pewna, czy chce jechać na cmentarz, ale wiedziała, że nie może zawieść mamy. Zacisnęła więc mocniej zęby i starała się odbiec myślami gdzieć daleko od monotonnej rzeczywistości.

***

 Amelia wysiadła z samochodu i za dziadkami poszła na grób mamy. Klęczała już tam jej ciocia- siostra zmarłej. Wstała i w milczeniu przywitała się z siostrzenicą i rodzicami. Po chwili wszyscy skupili się na modlitwie. Amelia zacisnęła powieki i dała upus łzom. Przypomniała sobie wszystkie dobre i złe chwile spędzone z mamą. Dobrych było zdecydowanie więcej. Tak... jej rodzicielka była na prawdę wspaniałym człowiekiem. Po 10 minutach wspomnień i modlitwy, wszyscy poszli w kierunku parkingu. Po godzinie dziewczyna leżała już w łóżku i śniła o tym, co było. Marzyła przez sen...

***

 Amelia obudziła się szybko. Wstała i poszła do kuchni zjeść śniadanie.

- O której jedziemy do koni? -zapytał dziadek

- Właściwie to już za 10 minut, tylko się przebiorę.

- Dobrze więc, czekam.

***

- Hej! Co jest?! - Amelia usłyszała jakieś donośne krzyki najwyraźniej dochodzące z ujeżdzalni. Poszła tam żwawym krokiem. Na Kacperku jeździła właśnie jakaś dziewczynka, a uparty kuc feliński "woził ją" po całym padoku. "Nic dziwnego"- pomyślała dziewczyna. Kuc był na prawdę wstrętnym uparciuchem- Amelia doskonale o tym wiedziała. Wchodząc do stajni kroki skierowała oczywiście od razy do boksu Lidera. Odsunęła cicho zasuwę i weszła do środka. Koń zarżał na powitanie

- Hej malutki. - rzekła Amelia i poklepała pupila po szyi.

- Amelia! Jak dobrze, że jesteś. Chodź szybko. Weź kask i bacik i wsiadaj na Kacperka. Dzisiaj ma wyjątkowo zły dzień. Zrzucił tą małą. - powiedziała pani Ros i szybkim krokiem wyszła ze stajni.

Amelia wzięła kask i poszła na ujeżdżalnie. po chwili siedziała już na grzbiecie kuca. Faktycznie- miał wyjątkowo paskudny dzień. Ale po 10 minutach walki, w końcu trochę odpuścił i rozluźnił się. Krok stał się sprężysty, a głowa pozostała w pionowej pozycji.

- Świetnie Amelko. Ale mam zdolną uczennicę- wykrzyknęła pani Ros.

Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie i pomaszerowała do stajni.

***

- Amelia? Jesteś tam?- zapytała pani Ros

- Tak już idę... słucham?

- Za dwa tygodnie są zawody w skokach przez przeszkody w Greenpalace. Pojedziesz ty na Liderze, Mary na Katordze, a Amy na Indeksie. Od jutra zaczynamy ostro trenować. Amy obiecała, że będzie przyjeżdżać każdego dnia. Mówiłam ci już że się ty przeprowadziła?

- Nie mówiła pani.

- No to już wiesz. Będzie należeć do klubu na tych samych zasadach co ty i Mary. No i teraz najważniejsze- wiem że nie możesz być tutaj w czwartki, ale niestety to jest pilne i jeśli ci się uda, to przychodź też w te dni. Chcę trochę zreklamować swój klub. Musicie wypaść jak najlepiej. Pojedziecie klasę L.

- Świetnie! Bardzo się cieszę! Dziękuję serdecznie- Amelia nie mogła uwierzyć w swoje szczęście.- pójdę wyczyścić Lidera. Co dziś robimy z końmi?

- O 12:00  przyjedzie Mary i Amy. Możemy się wybrać w teren. Co ty na to? Ja wezmę Lewadę, ty oczywiście Lidera, Mary tradycyjnie Katorgę, a Amy pojedzie na Łobuzie.

- Świetny pomysł. Idę więc wyczyścić konie.

***

Słońce grzało mocno. Dziewczyny z instruktorką na czele jechały szybkim kłusem. Na każdej twarzy można było zauważyć cień zadowolenia. Wjechały do lasu i przejeżdzały stępem przez most, gdy nagle uslyszały krzyk Mary. Wszystkie trzy jak na komendę odwróciły się. Katorga spłoszyła się przelatującego obok bażanta i teraz zsuwała się do wody...

CDN

 

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3259079,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Rozdział pierwszy

czwartek, 24 kwietnia 2008 23:40

 Słońce powolutku wpuszczało swoje promienie do pokoju Amelii. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie. Uwielbiała, kiedy słońce ją budziło. Wstała z łóżka, założyła kapcie i zeszła na dół. W kuchni siedział dziadek czytający gazetę i pijący kawę.

- Dzień dobry skarbie. Jak się spało? - zapytał podnosząc głowę znad gazety.

- W porządku dziadku. A gdzie babcia?- zapytałam

- Poszła odebrać twoją paczkę na pocztę.

- Ojej! Całkiem wyleciało mi to z głowy.... muszę jej podziękować!

 Dziadek uśmiechnął się.

 Dziewczyna cofnęła się trochę w czasie wspomnieniami. Tata zostawił ją i jej mamę, kiedy ona miała 13 lat. Rok później jej mama zginęła w wypadku samochodowym. Od tamtego czasu mieszka z dziadkami. Ojciec w ogóle się nią nie interesuje. Z resztą ją to niewiele obchodzi. Nigdy nie wybaczy mu tego, że ją zostawił...

 Amelia nagle potrząsnęła głową odpędzając tym samym niemiłe spomnienia. Usiadła do stołu i zrobiła sobie grzankę. Po 5 minutach przyszła babcia. Jak zwykle roześmiana od ucha do ucha i pełna energii. Dostrzegając siedzącą w kuchni Amelię, uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

- Mam coś dla ciebie. - to mowiąc staruszka podała paczkę swej wnuczce.

- Dziękuję babciu!- wykrzyknęła uszczęśliwiona dziewczyna. Szybko rozerwała papier i przecięła nożyczkami karton. Jej oczom ukazał się upragniony zestaw: kantar wraz z uwiązem w błękitnym kolorze, do tego derka polarowa i owijki elastyczne w tej samej barwie.

- Ale Lider będzie w tym świetnie wyglądał! A właśnie. Dziadku zawieziesz mnie dziś na konie? Umówiłam się dziś z instruktorką na trening skokowy. Będzie też Mary.

- Oczywiście. Za pół godziny bądz gotowa.

***

 O godzinie 12:00 Amelia była już w stajni. W kantorku siedziała pani Ros popijając kawę małymi łyczkami.

- Witam Amelko.

- Dzień dobry! Co jest do zrobienia? O której będzie trening?

- Trzeba pozamiatać stajnię, wyczyścić Kacperka i Lidera i wypuścić na padok Lewadę, Łobuza, Katorgę i Sanomarię. Trening będzie o 15:00. Pewnie wiesz już, że będzie Mary. No i spodziewamy się jeszcze jednej klientki. Nie wiem, czy kojarzysz. Ma na imię Amy, jeździła u nas podczas wakacji. Skakała na Katordze.

- A tak! Wiem! Jest bardzo miła i sympatyczna. No i zdolna. Faktycznie jeździ konno bardzo dobrze.... Ale koniec pogaduszek. Pójdę wyczyścić Lidera. Później zabiorę się za Kacperka.

Amelia uszczęśliwiona wyszła z biura. Już ponad 3 lata jeździła w tej stajni. Głównie za pracę. Dostała pod opiekę Lidera. Był to bardzo żwawy koń. Szedł na przeszkody jak szalony. Amelia jako jedna z nielicznych potrafiła nad nim zapanować. W tej stadninie było 27 koni, w tym 9 rekreacyjnych. Dziewczyna marzyła, aby dziadkowie kupili jej Lidera. Był on jednak za drogi.

Oprócz Lidera, Amelia ubóstwiała również Katorgę i Łobuza, którym opiekowała się Mary.

 Czyszcząc swojego siwego pupila, dziewczyna marzyła, jakby to było, gdyby on był jej... pewnie jeździłaby na zawody w skokach. Lider był bardzo utalentowany skokowo. Kiedyś przeskoczył nawet ogrodzonie mierzące 170 cm wysokości. przerwała czyszczenie konia i usiadła na słomie. Po policzkach pociekły jej łzy. Gdy mama żyła, jej życie wyglądało calkiem inaczej. Razem jeździły do tej stadniny. Mama uwielbiała Indeksa. Przyrzekła sobie i córce, że kiedyś go kupi. Niestety nie doszło do tego. Amelia otarła łzę rękawem jeździeckiej kurtki, która kiedyś należała do jej mamy i przerwała rozmyślanie. Wstała i zaczęła kontynuować zabiegi pielęgnacyjne.

***

 Punktualnie o godzinie 15:00 rozpoczął się trening. Amy niestety nie dojechała, ponieważ zepsuł się jej samochód. Tak więc Mary i Amelia stępowały na Katrodze i Liderze same. Po chwili każda pojechała w innym kierunku i zaczęły pracować z końmi w kłusie. Pani Ros ustawiła im cavaletti do przejechania w kłusie. Dziewczyny przejeżdzału drągi w różnych pozycjach- raz w półsiadzie, raz w kłusie ćwiczebnym, a innym razem w kłusie anglezowanym. Po 20 minutach przyszedł czas na galop. Pani Ros ustawiła malą kopertę na początek. Każda z dziewczyn przeskoczyła przez nią wzorowo. Cały trening szedł im wyśmienicie. Gdy stępowały konie, opowiadały sobie wrażenia:

- Widziałaś, jak Lider chciał wyminąć tą wysoką stacjonatę? Zawachał się porządnie. Na szczęście w porę dałam mu zbnak łydką.- mówiła Amelia

- Tak. A nam 2 razy źle wypadł odskok. Na szczęście wyczułam to i nie zostałam z ciałem.- oznajmiła teraz z kolei Mary

Po rozstępowaniu koni, zaprowadziły je na wybieg.

- Amelia, a co powiesz na to, żebyć u mnie dziś przenocowała? Będzie super! Zamówimy pizzę i jak się sprężymy, zdążymy wypożyczyć film.

- Świetny pomysł, ale chyba nie na dziś. Razem z dziadkami wybieram się dziś na grób mamy...- to mówiąc Amelia spuściła głowę.

- Rozumiem cię. Przyjdziesz kiedy indziej. Będzie dobrze Amelko- powiedziała jej przyjaciółka, obejmując ją ramieniem.

- Dziękuję...- powiedziała cicho Amelia.

 Po chwili przed stajnię zajechał dziadek. Dziewczyny pożegnały się i każda poszła w swoją stronę.

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3255648,trackback

komentarze (8) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  936 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

Galerie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O moim bloogu

Blog ten poświęcony jest opowiadaniu o koniach. Niebawem pojawi się galeria z bohaterami oraz słownik pojęć. Życzę miłego czytania i oczekuję wieelu komentarz =] :)

O mnie

Witam. Nazywam się Justyna i mam 14 lat. Jestem zagorzalą miłośniczką koni. Interesuję się nimi ok. 7 lat. Posiadam własnego konia rasy małopolskiej. Ma 3 lata i nie jest zajeżdżony.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 18.06.2011 3:35:04
  • autor: Dolores Kovar
  • treść: Piszesz bardzo dobre...

Statystyki

Odwiedziny: 936
(wersja testowa)
Wpisy
  • komentarze: 29
Księga gości: 7
Bloog istnieje od: 1484 dni

Lubię to